Powódź Tysiąclecia we Wrocławiu

Bogdan Zdrojewski

fot. Radio Rodzina

Bogdan Zdrojewski w 1997 roku jako prezydent Wrocławia kierował akcją przeciwpowodziową w mieście. Fala kulminacyjna dotarła do stolicy Dolnego Śląska 12 lipca i mierzyła wówczas 3700 m3/s. Walka o miasto połączyła Wrocławian i Wrocławianki, a czas katastrofy hydrologicznej był okresem wspaniałej mobilizacji wielu ludzi.

Oficjalne komunikaty państwowe związane z powodzią były uspokajające, ale po locie helikopterem nad zalewanymi terenami (m.in. Opolem) ówczesny prezydent Wrocławia, Bogdan Zdrojewski, zrozumiał, że sytuacja jest katastrofalna i nakazał ogłoszenie alarmu.

– Z ówczesnym przewodniczącym Sejmiku Województwa Dolnośląskiego, prof. Kieresem, ruszyliśmy helikopterem, by zobaczyć cały nurt Odry w okolicy Opola – tuż przed nim i tuż za nim. Ta wizyta była wstrząsająca. Wróciłem do Wrocławia, poszliśmy do wicewojewody na wojewódzki komitet przeciwpowodziowy. Eksperci spierali się między sobą bez żadnej konkluzji, jeśli chodzi o perspektywę dla Wrocławia. Moje pytania trafiały w próżnię. Pierwszy raz w życiu trzasnąłem drzwiami – wspomina prezydent Zdrojewski.

Pierwsza kluczowa decyzja została podjęta wspólnie z pułkownikiem Grodzkim, wówczas szefem Wojewódzkiego Inspektoratu Obrony Cywilnej. Ustaliliśmy, że coś musimy zrobić. Zasugerował kilka decyzji technicznych, żeby np. ogłosić jakie są rodzaje alarmu. Po tej rozmowie postanowiłem obdzwaniać rozmaite instytucje, uprzedzając że wg mojej oceny powódź jest poważnym zagrożeniem, dodaje.

Alarm przeciwpowodziowy Prezydenta Wrocławia ogłoszony był również dzięki współpracy z lokalnymi mediami. Bardzo się cieszę, że dziennikarze stanęli na wysokości zadania. A Wrocławianie? Nie byli przerażeni. Odra wyglądała niezwykle interesująco, przypływ rzeki powodował że stała się atrakcją. Jeszcze dobę przed powodzią widziałem tłumy na nabrzeżach, czasami z Feniksu wychodziły osoby z zgrzewkami wody na zapas. Martwiłem się, że ktoś mi zarzuci, jak powodzi nie będzie, że działałem w porozumieniu z jakąś firmą produkującą wodę mineralną. Różne myśli się kołatały. Wrocławianie rzeczywiście dostrzegli zagrożenie, ale było to bardzo stopniowe – zaznacza prezydent.

Odbudowa po Wielkiej Wodzie

Eksperci planowali na początku dziesięcioletni okres przywracania Wrocławiowi jego poprzedniej zdolności do wykonywania wszystkich usług komunalnych. – Były propozycje, to była końcówka lipca, aby żłobki, przedszkola i rok szkolny rozpoczynał się 1 października, czyli razem z uczelniami wyższymi, a nawet później. Bardzo szybko podjąłem decyzję, że tak nie będzie. Że absolutnie czynimy z naszego programu przywracania Wrocławiowi zdolności do pełnego funkcjonowania w czasie dwóch lat, max. trzech. Na Millenium (rok 2000) Wrocław nie może mieć śladów po powodzi – komentuje B. Zdrojewski.

Trzeba pamiętać, że Polska nie była wtedy w Unii Europejskiej. Nie mieliśmy środków pomocowych, jak w chwili obecnej. Trzeba było rozpocząć negocjacje m.in. z Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju, z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska, aby zdobyć środki finansowe na przyspieszoną realizację. Bardzo mi zależało, żeby szybko sobie poradzić ze śmieciami. Nadwyżka zniszczeń była ogromna, wspomina prezydent.

Lipcowa powódź z 1997 roku dotknęła nie tylko Polskę (56 ofiar – we Wrocławiu jedna), ale także wschodnie Niemcy (Łużyce) i Czechy (50 ofiar), gdzie zniszczenia również były ogromne.

Na audycję zapraszamy dziś po godz. 20:00.

Posłuchaj:

Audycja powstaje we współpracy z Centrum Historii Zajezdnia we Wrocławiu.

Skontaktuj się z redakcją Radia Rodzina!

Skontaktuj się z redakcją Radia Rodzina!

71 322 20 22 studio@radiorodzina.pl