Sylwester dawniej i dziś. Hałas miał wypędzać złe moce

fot. Maciej Chyra/NFM

Hałas, przebierańcy i żarty, na które nie wolno było się obrażać – tak w tradycji ludowej wyglądał przełom roku. O dawnych zwyczajach sylwestrowych i noworocznych, ich znaczeniu oraz o tym, kiedy naprawdę zaczynał się Nowy Rok, opowiada Henryk Dumin, antropolog kultury i laureat Nagrody im. Oskara Kolberga z Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze.

W tradycji ludowej Sylwester nie był takim świętem jakie dziś jest powszechnie znane. W dawnym kalendarzu obrzędowym początek nowego cyklu rocznego wiązano jednak przede wszystkim z Wigilią Bożego Narodzenia. To wtedy składano sobie życzenia o niemal magicznym znaczeniu – dotyczące przetrwania zimy, zdrowia i wspólnoty.

Przełom roku oznaczał symboliczny powrót światła i energii.
– Z każdym dniem mamy tego światła więcej – przypomina Henryk Dumin, przywołując dawne powiedzenie o „baranim skoku”.

Nowy Rok był też kulminacją karnawału, który w tradycji trwał aż do 2 lutego, czyli święta Matki Boskiej Gromnicznej.

Z kolei, karnawał dawał przyzwolenie na zabawę, przebieranie się i łamanie codziennych norm. Nieodłącznym elementem był hałas: śpiewy, muzyka, a dawniej także rozbijanie garnków, które miało wypędzać z domostw złe duchy.

Tradycyjne żarty potrafiły być zaskakujące – od wciągania wozów na dachy chałup po wizyty usmolonych kolędników. Karnawał sprzyjał też nawiązywaniu relacji. To właśnie wtedy młodzi mogli się poznać, co często kończyło się małżeństwami.

Choć współczesny Sylwester wygląda inaczej niż sto lat temu, wiele jego elementów, np. potrzeba wspólnoty, radości i symbolicznego „nowego początku” – pozostało niezmiennych. Jak przypomina Henryk Dumin, to właśnie te wartości, a nie same fajerwerki, od wieków były sednem przełomu roku.

Posłuchaj rozmowy

Skontaktuj się z redakcją Radia Rodzina!

Skontaktuj się z redakcją Radia Rodzina!

71 322 20 22 studio@radiorodzina.pl