43 dni, blisko 5000 kilometrów i rower z bagażem ważący około 40 kilogramów. Dawid Dettlaff samotnie wyruszył z Kaszub do Baku w Azerbejdżanie. Po drodze przejechał przez sześć krajów, nocował między innymi u przypadkowo poznanych osób i mierzył się z wymagającymi podjazdami w Turcji. Jak przyznaje, jeszcze przed zakończeniem wyprawy myślał już o kolejnych.
Pomysł na podróż do Azerbejdżanu pojawił się około dwóch lat przed wyjazdem. Początkowo był marzeniem, które z czasem przerodziło się w konkretny plan.
Trasa prowadziła przez Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię, Turcję i Gruzję.
Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów wyprawy były noclegi. Dawid często szukał ich w nietypowy sposób. – Podjeżdżałem pod domy z dużym podwórkiem i pytałem mieszkańców o pobliski kemping najczęściej kończyło się zaproszeniem na kolację i nocleg – mówi Dawid Dettlaff.
Jak podkreśla, życzliwość spotykanych osób towarzyszyła mu na całej trasie.
Nie brakowało jednak trudnych momentów. Największym wyzwaniem okazał się przejazd przez Riwierę Turecką, gdzie suma przewyższeń – jak mówi podróżnik – odpowiadała kilku „Everestom”. Sporym wyzwaniem był także Stambuł, przez który przejeżdżał ponad dobę.
Podróż do Baku nie kończy rowerowych planów Dawida Dettlaffa. W październiku chce ruszyć w trasę „po piasku”, a zimą planuje spróbować bikepackingu na śniegu na Dolnym Śląsku.
Relacje z wypraw publikuje na Facebooku, Instagramie i YouTubie. Właśnie pojawił się pierwszy odcinek filmu dokumentującego trasę z Kaszub do Baku.
Posłuchaj rozmowy:
Część 1.
Część 2.
Część 3.
Część 4.
Część 5.
